Zamknij
REKLAMA

Poznaj legendę o Gniewkowie, która wygrała konkurs

13:46, 03.12.2018 | S.T
REKLAMA
Skomentuj

Kilka miesięcy temu Urząd Miejski w Gniewkowie ogłosił konkurs na legendę inspirowaną historią naszego miasta.

W czerwcu konkurs rozstrzygnięto.

Dotychczas jednak nigdzie nie opublikowano nadesłanych prac. Po części nadrabiamy więc urzędnicze zaległości. Swoją pracę na adres [email protected] przesłał laureat konkursu w kategorii dorosłych Paweł Mikuszewski.

– Do napisania tej legendy zainspirowały mnie m.in. długie rozmowy z dr Damianem Niteckim, który w bardzo przystępny sposób przedstawił mi wiele faktów i sytuacji z czasów średniowiecznego Gniewkowa oraz aktualny w tamtym czasie temat odkryć z czasów Cesarstwa Rz​ymskiego w okolicach Wierzbiczan – napisał autor.

Oto jego dzieło:

Paweł Mikuszewski

Legenda o mieczu „Bonum et felicitatem”

 

Rzecz zaczęła się dawno temu, gdy nikt jeszcze nie słyszał i nie myślał, że piękne zalesione tereny z potokami będą świadkami wielkich wydarzeń, o których ludzie będą pamiętać wiecznie.

W czasach, gdy Rzymem rządził cesarz Konstantyn, wielu kupców przechodziło szlakiem bursztynowym, który wiódł przez ziemie nazywane wówczas Cuiavia. Jedną z takich wypraw kupieckich zaszczyciła swoją obecnością matka Cesarza, Helena, która koniecznie chciała sama wybrać piękny kamień dla swojego syna. Z racji na jej godność, do ochrony dla całej wyprawy przydzielono setnika Klaudiusza wraz ze swoją centurią.

Podczas długiej wędrówki, po 15 dniach podróży, w pięknie prezentującej się krainie, gdy Słońce już lśniącym czerwonym blaskiem dawało znać, że czas rozbić obóz, okazało się, że ziemia, na której stoją należy do niejakiego Wita. Mała osada, którą rządził wspaniale powitała i ugościła przybyszów z Cesarstwa, będąc jednocześnie zadziwieni tak liczną asystą wojska. Helena, jako bogobojna chrześcijanka widząc zaangażowanie miejscowych ludzi, postanowiła ofiarować im dar, który – jak się za chwilę okaże - zaważył na losach pokoleń. Ponieważ na czas podróży wszystkie swoje kosztowności pozostawiła w pałacu cesarskim w Rzymie, postanowiła sprawę oddać dobroci Boga i poprosić Go o wsparcie.

Jak każda bogobojna chrześcijanka, Helena miała widzenie w nocy i obietnicę złożoną przez Anioła, że dobroć goszczących ją ludzi nie pójdzie w zapomnienie, a na znak opieki nad nimi przekazał Helenie miecz, który miała zostawić w darze. Obietnica zaś była taka, że posiadacz tego miecza otrzyma dar niezwykłej roztropności w rozstrzyganiu spraw swoich podwładnych  oraz pomyślności w rządzeniu. Każdy władca tej krainy będzie korzystał z tej obietnicy, o ile będzie mieć przy sobie miecz.

Helena następnego ranka, gdy obóz był już zwinięty, a cała świta i kupcy gotowi do dalszej wędrówki, podeszła do Wita i podarowała mu miecz otrzymany od Anioła w nocy, wskazując przy tym, że od teraz nazywać się będzie Witosław na znak ochraniającej go mocy z wysoka. Po czym odjechali.

Przez wiele pokoleń przekazywano sobie tą historię, ale jak to bywa, przyszedł czas, że o niej zapomniano. Ludzie żyli z dnia na dzień pochłonięci całkowicie swoją pracą.

 

Wiele stuleci później, a minęło prawie 1000 lat, już na terenach chrześcijańskiej Polski, toczyło się wiele walk o władzę. Jednym z pretendentów do Korony Polskiej był Władysław Biały (nazwany tak ze względu na czyste serce i nieskazitelność życia), Książę Kujaw. Jako wykształcony mnich, wiele lat spędził na czytaniu różnych przekazów i historii związanych ze swoim Księstwem. Pewnego dnia trafił na fragment mówiący o tajemniczych przybyszach z Rzymu i pozostawionym przez nich darze. Rozpoczął zatem poszukiwania innych śladów, które mogłyby go doprowadzić do „cudownego” miecza opieki i pomyślności. W ten sposób dotarł do miejsca zwanego Gnievcov, gdzie od razu poprowadzono go do młynarza nazywanego Nitka. Jego młyn był widoczny z daleka, ponieważ znajdował się na wzgórzu, tuż obok potoku Wirdzelewo. Władysław opowiedział młynarzowi, czego szuka, a ten niespodziewanie zaprowadził go do piwnicy i pokazał mu „swój” skarb – ukryty w skrzyni niebiańsko zdobiony miecz z wygrawerowanym na rękojeści napisem: „Bonum et felicitatem”, co znaczy: „Dobro i Pomyślność”. Młynarz Nitka wyjawił, że odkąd miecz znajduje się w Gniewkowie, pomyślność nie opuszcza miasta i mieszkańców. Z małej osady powstał otoczony murem gród – taki znaczący, że w 1268 roku nadano mu prawa miejskie. Znalazł go ponoć jego dziadek podczas naprawy koła młyńskiego w zagłębieniu na dnie potoku. Co dziwne – nie był ani trochę zardzewiały, ale cały lśniący i tak jest cały czas. Władysław zapytał młynarza, czy może go zabrać ze sobą. Okazało się jednak, że według relacji młynarza Nitki, wielu już chciało kupić miecz i zabrać go ze sobą, ale jest w nim jakaś moc, która powodowała, że nie można było opuścić murów miasta mając go ze sobą. Ludzie zaczęli nawet kojarzyć starodawne opowieści, że tylko prawowity władca tych ziem może tym mieczem dysponować i nosić gdziekolwiek zechce. Władysław postanowił spróbować. Nawet nie wyobrażacie sobie, jakie cudowne uczucie go ogarnęło, gdy bez problemów przekroczył mury miasta i udał się do swojego zamku w Nowym Władysławowie, czyli dzisiejszym Inowrocławiu. Od momentu wejścia w posiadanie miecza, Władysławowi udawały się wszelkie interesy, a i pod względem militarnym był niepokonany. Dbał o swoich podwładnych, aby dobrobyt był także ich udziałem. Nastąpiła złota era Księstwa Gniewkowskiego, ponieważ to właśnie z tym rodem wiązała się obietnica dana 1000 lat wcześniej Witosławowi. Będąc wdzięczny młynarzowi Nitce, nakazał nazwać wzniesienie, na którym znajdował się młyn „Nitkową Górą”. Nazwa ta trwa przetrwała do dzisiaj.

Pomyślność nie opuszczała księstwa Gniewkowskiego i budziła ogromną zazdrość wśród innych władców tak, że nawet Król Jan Kazimierz był zainteresowany, aby mieć Gniewkowo na własność. Wielu było też takich, którzy chcieli zdobyć gród zbrojnie, ale wojska Władysława były niepokonane przez wiele, wiele lat. Niestety – podczas jednej z bitew, którą toczył Władysław, przewodząc swoim oddziałom, niefortunnie podczas galopu upuścił miecz i co gorsza – chwilę później został ranny tak, iż wskutek upływu krwi nie do końca był w stanie rozumnie oceniać sytuację. Stała się rzecz straszna – przegrał bitwę, został zmuszony do pozostawienia swojego Księstwa, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mógł odnaleźć miecza dobroci i pomyślności. Władysław był zrozpaczony i nie wynagrodziły mu tego żadne pieniądze, które dostał za swoje Księstwo. Wyjechał z kraju i zamknął się w klasztorze, poświęcając czas na modlitwy o pomyślność dla swoich byłych poddanych.

Od tamtego czasu różne były losy Gniewkowa, raz lepsze, raz gorsze, ale nigdy już nie było tak samo, jak wówczas, gdy miecz znajdował się u prawowitego władcy.

Legenda głosi, że miecz czeka na kolejnego władcę, którego serce będzie tak dobre, jak Witosława i Władysława i wówczas znowu okaże swoją moc.

Ostatnie znaleziska na naszych terenach zdają się potwierdzać, że całkiem możliwe, że to nie tylko legenda, ale jest w niej naprawdę sporo prawdy. Możliwe, że miecz czeka na swojego prawowitego właściciela, niczym Excalibur na Króla Artura, żeby po raz kolejny spełniała się obietnica dana św. Helenie. Być może żyjemy w tych czasach.

[ZT]2285[/ZT]

[ZT]2293[/ZT]

(S.T)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (5)

AA

9 2

Gratuluję, super legenda 18:44, 03.12.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

YcuYcu

11 5

Donosy też dobrze piszę... 21:43, 03.12.2018

Odpowiedzi:3
Odpowiedz

Uważny Uważny

5 0

Nie wiem kim jesteś, ale skoro powiadasz, że piszesz donosy, to pewnie tak jest. 12:19, 04.12.2018


prokuratorprokurator

6 0

A ja wiem, że to SAM ON najwięcej donosów pisał na zwykłych ludzi. Zawsze czuł się znieważany i pewnie dlatego tak łagodnie odniósł się do pewnej pani z Kaczkowa, a i pracownicy mieliby co opowiadać w długie zimowe wieczory.
12:29, 04.12.2018


Do uwaznyDo uwazny

Zgłoszono nadużycie. Komentarz został zablokowany przez administratora portalu.


REKLAMA
© gniewkowo.eu | Prawa zastrzeżone