Zamknij
REKLAMA

Grzegorz Jeromin: Gniewkowo mam już w sercu. Robi się tu moda na piłkę

12:29, 13.02.2018 | S.T
REKLAMA
Skomentuj

Grzegorz Jeromin na VII Gniewkowskiej Gali Sportu został uhonorowany tytułem Trenera Roku 2017. Prowadzony przez niego zespół w czerwcu awansował z A-Klasy do V ligi (zwanej też ligą okręgową), a po rundzie jesiennej beniaminek zajmuje w niej drugie miejsce, premiowane na koniec sezonu awansem do IV ligi. – Ja już chyba jestem półgniewkowianin – powiedział nam po Gali szkoleniowiec.

Zapraszamy do lektury wywiadu z Trenerem Roku 2017.

Po raz drugi z rzędu został pan Trenerem Roku w gminie Gniewkowo. Chyba doskonale wie pan, co trzeba zrobić, żeby otrzymać to wyróżnienie po raz trzeci...

Pomidor...

Mieliśmy oczywiście na myśli awans prowadzonej przez pana Unii do IV ligi. Mamy w Gniewkowie drużynę na IV ligę czy dopiero będziemy ją mieć?

Mamy. Nie będę się tu bawił w fałszywą skromność. Co nie zmienia faktu, że przed nami mnóstwo pracy. Przed Galą graliśmy sparing z Pomorzaninem Toruń. Skończyło się 2:2, ale broniliśmy źle jako zespół. Grze obronnej musimy poświęcić jeszcze wiele pracy i uwagi. Z przodu gramy fajnie, ale w tyłach brakuje nam czasem odpowiedzialności, zabezpieczenia. Wszyscy chcą strzelać bramki. Musimy złapać odpowiednie proporcje między obroną a atakiem. Tu najczęściej się gubimy. Powtarzam – dużo roboty przed nami.

Co jest największą siłą Unii Gniewkowo w tym momencie?

To, że chcemy grać w piłkę. OK, czasem się mylimy, choćby teraz w sparingach, ale powtarzam chłopakom: mylmy się, ale grajmy w piłkę. Kreujmy akcje. Mamy dominować. Weszliśmy do V ligi i wszystkie zespoły grają z nami z kontry. W sparingach mierzyliśmy się z dobrymi drużynami, ale mimo to staraliśmy się prowadzić grę, utrzymywać się przy piłce. I tak będziemy grali. Każdy piłkarz woli kreować i atakować niż bronić się i czekać na kontrę. Mam zawodników predysponowanych do grania kombinacyjnego, do grania do przodu. To dla nas naturalne.

Pracuje pan w Unii kilka lat. Czy jakiś pierwiastek Gniewkowa został już w panu na stałe?

Mam już w serduszku Gniewowo. Wcześniej 23 lata pracowałem w Elanie Toruń, ale tutaj dostałem tyle dowodów sympatii... Przestałem być anonimowy. Idę do pracy i obcy ludzie mówią do mnie „dzień dobry, trenerze”. To jest przesympatyczne, przemiłe. Ja już chyba jestem półgniewkowianin.

Czy wobec tego chętnie związałby się pan z Unią, z Gniewkowem na dłużej?

Trudno takie rzeczy planować. Ktoś powiedział kiedyś, że trener jedną ręką podpisuje kontrakt, a drugą pakuje walizkę. I tak dokładnie jest.

Jak pan do nas trafił? Jak rozwijała się pana kariera?

23 lata pracowałem w Elanie Toruń. Przeszedłem praktycznie wszystkie szczeble w grupach młodzieżowych. Prowadziłem drugi zespół, a z Robertem Kościelakiem także pierwszą drużynę. W końcu stwierdziłem, że trzeba zmienić otoczenie. 23 lata to stanowczo za długo. Pojawiła się propozycja z Gniewkowa. Szedłem w niepewne, ale dostałem nowy impuls do pracy. Mało tego. Gdy przychodziłem tu 2,5 roku temu, było naprawdę ciężko. Trudno było zebrać 11 zawodników. Teraz – proszę mi uwierzyć – nie odbieram wielu telefonów. Dzwonią, bo chcą u nas grać w piłkę. Wiąże się to z kilkoma czynnikami. Jest w miarę dobra organizacja pracy, fajne treningi, fajna atmosfera. Działaczom też nie mam nic do zarzucenia. Czasem mają ograniczone możliwości, ale jeśli już coś obiecają, to się wywiązują. Wszyscy wokół mi mówią, że jest coraz lepsza atmosfera wokół klubu, wokół drużyny. Trochę się chyba robi moda na piłkę w Gniewkowie. To fajne uczucie być częścią tego. Powiem szczerze – łatwiej jest pracować w Elanie. Nigdy nie przypuszczałem, że trener w A-Klasie czy V lidze jest tak samo trenerem jak i organizatorem, a cała otoczka ma równie duże znaczenie, co same zajęcia. Trzeba patrzeć, jak piłkarz wygląda, wiedzieć, ile godzin spędził w pracy. To wszystko jest bardzo ważne dla jego rozwoju. Nie przypuszczałem nawet, że aż tak ważne.

Żyje pan piłką 24 godziny na dobę, czy udaje się znaleźć czas na inne zajęcia?

Lubię dużo czytać, uwielbiam muzykę, ale żona się śmieje, że i tak zawsze gdzieś w tle te ludziki biegają po zielonej trawie. Mam w domu wszystkie kanały, na których pokazywane są mecze. Ale żona doskonale rozumie, że to moja pasja. Chętnie przyjeżdża ze mną na mecze. Podobnie jak syn, który niedawno został inżynierem. Przywozi kumpli ze studiów do Gniewkowa. Także Unia ma kilku nowych fanów.

Nic dziwnego. Atmosfera na stadionie przy ulicy Parkowej jest niepowtarzalna.

Dokładnie. Aż strach pomyśleć, co to się będzie działo, jak powstanie nowa trybuna!

[ZT]982[/ZT]

[ZT]979[/ZT]

(S.T)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© gniewkowo.eu | Prawa zastrzeżone | 2018